Artykuły

Jak i czym dojechać nad morze z Warszawy?

Wszystkie drogi prowadzą nad Bałtyk. Tylko która jest dla warszawiaka najdogodniejsza?

Doradzimy, jak z Warszawy dostać się nad morze, by upragnionego urlopu nie spędzić w korku. Lub stojącym w szczerym polu pociągu.

Kolej dla wytrwałych

Co kilka miesięcy przez Polskę przetacza się medialno-kolejowa burza. Że za długo, że za drogo, że za ciasno. Trzeba przyznać, podróż koleją ze stolicy nad morze nie należy do najlepszych rozwiązań. Już od kilku lat remontowana jest trasa do Trójmiasta przez Działdowo i Iławę. Co prawda kolejarze zlitowali się nad pasażerami i obniżyli ceny niektórych biletów (głównie ekspresów), to jednak trudno uznać to za wystarczającą rekompensatę za sześciogodzinną tułaczkę.

Rezerwacja w standardzie

Co więcej, jeśli w podróż wybieramy się teoretycznie tańszymi pociągami TLK, może spotkać nas niemiła niespodzianka. Od końca ubiegłego roku do części połączeń wprowadzono obowiązkowe, kosztujące 5 zł, miejscówki. Rozwiązanie to wprowadziło Ministerstwo Infrastruktury, chcąc zapobiec notorycznie przepełnionym składom. Gdy ponad 90% miejsc w pociągu zostanie zapełnionych, przewoźnik zobowiązany będzie dostawić wagony. Jeśli zaś miejsc zabraknie, bilet dostaniemy, jednak bez miejscówki i, co za tym idzie, gwarancji, że wciśniemy się w ludzką tłuszczę. Całkowitą rezerwacją objęte są pociągi „Gałczyński” do Szczecina, „Pobrzeże” do Gdańska i Kołobrzegu, „Monciak - Krupówki” do Gdyni.

Autobusy węszą biznes

Zachowania kolejowego monopolisty sprawiają, że coraz więcej osób z nadzieją patrzy na autobusy. Często jest ona płonna – zwłaszcza w kontekście częstych narzekań na fatalny stan warszawskich dworców autobusowych. Iskierką nadziei może być jednak PolskiBus, czterokołowy odpowiednik tanich linii lotniczych. W tym roku uruchomione zostały bezpośrednie połączenia ze stolicy do Gdańska i Szczecina. Co prawda jest to przewoźnik wciąż nieopierzony (stosunkowo często mówi się o problemach technicznych z rezerwacjami), jednak stanowi ciekawą alternatywę dla wlokących się, przepełnionych pociągów. Jeśli nie pod względem czasu (długość przejazdu jest zbliżona), to na pewno ceny. Choć na reklamowane bilety za złotówkę raczej nie ma co liczyć, to ceny są naprawdę atrakcyjne, zwłaszcza w przypadku podróży planowanej z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Polska w budowie

Ci, którzy chcą sami sobie być sterem, żeglarzem i okrętem, wybiorą własne auto. Muszą być jednak przygotowani na brak wiatru w żaglach. Wszystko przez rozkopane drogi. Najpopularniejsza trasa wiodąca krajową siódemką przez Mławę i Elbląg przez cały ubiegły sezon była dokumentnie rozkopana i trudno oczekiwać, by teraz było inaczej. Problemy zresztą czekają w samej Warszawie – budowa Mostu Północnego niemiłosiernie się ślimaczy (ma być gotowy w czerwcu 2012 r.) i kto wie, czy latem tego roku wciąż nie będziemy tkwić w korkach na Wisłostradzie.

Lepiej jest z dojazdem na Pomorze Zachodnie, bo sprawę ułatwia autostrada A1 Grudziądz – Trójmiasto. Wystarczy w Płońsku skręcić na Bydgoszcz (choć i tu warto przygotować się na ruch wahadłowy z racji remontów), by w Lubiczu k. Torunia zjechać na łącznik do krajowej jedynki, która prowadzi do autostrady. Przejazd autostradą do obwodnicy Trójmiasta kosztuje 17 zł i 60 gr. Jednak zaoszczędzony na autostradzie czas mogą pożreć korki na trójmiejskiej obwodnicy. Ciekawym rozwiązaniem w przypadku podróży do Szczecina jest też kierowanie się na Poznań.

Samolotom korki niestraszne. Prawie

To może samolot? Od pewnego czasu media rozpisują się o możliwości przelotu z południa Polski nad morze, co trudno zaliczyć już do kategorii absurdu. Połączenia z Warszawy do Gdańska, w przypadku promocji, zaczynają się już od nieco ponad stu złotych. Biorąc pod uwagę fakt, że lot trwa godzinę, a droga lądowa to jakieś pięć-sześć godzin, zysk jest oczywisty. Jednak do lotniska też trzeba dojechać. Prowadząca na Okęcie ul. Żwirki i Wigury jest coraz bardziej zakorkowana. Alternatywą ma być budowany w Modlinie port, który upatrzyły sobie tanie linie. Problem w tym, że w najbliższych latach nie można liczyć na budowę wygodnej wylotówki w stronę lotniska – S7. Trzeba przebijać się przez Łomianki.

Planowanie, planowanie, planowanie

Sprawa nie wygląda zbyt różowo. Może warto więc zastosować się do niedawnej rady PKP Intercity? W odpowiedzi na skargi pasażerów na przepełnione pociągi, kolejarze przygotowali reklamę, a raczej ponury żart, sugerując podróżowanie poza sezonem, gdy pasażerów jest najwięcej. Może faktycznie w wakacje i długie weekendy grzecznie siedzieć w domu, a po sezonie z przyjemnością szusować po polskich drogach. Gdyby tylko lato zaczekało.

oprac. Krzysztof Lepszyński, fot. pkp.pl